Salmonella na patyku

…czyli do czego mogę się posunąć na słodyczowym detoksie

Salmonella na patyku, ale zawsze to lody.

…tyle, że pan z wózeczkiem niebotycznie szybko przebierał nogami i mi zwiał.
Może na szczęście, bo chociaż goniłam go tylko w celu zrobienia zdjęcia budki na kółkach- obskurnej, zakurzonej, ewidentnie brudnej i przeczącej wszelkim zasadom higieny- to nie jestem wcale pewna, czy nie dała bym się namówić na małą porcję słodkości.
Tak bardzo brakuje mi tutaj typowych, europejskich łakoci. Podobno w markecie można kupić wszystko. Z tymże jak na razie nie udało mi się znaleźć marketu…
Poza tym usłyszałam to od chirurga śmieszka, który wkręca mi różne głupoty przy każdej okazji, a potem cieszy się jeśli wyniknie z tego jakiś przypał.
Do wczoraj dzielnie się trzymałam*.  Dziś zaczęłam poszukiwać czekolady.
W końcu znalazłam. Czekolada z małego sklepiku przy drodze (tylko takie mijam wracając z pracy) kosztowała 350 rupli (ok. 3 dolarów). Za tyle można kupić tutaj trzy obiady. Do tego smakowała jak papier toaletowy, którego z resztą też mi brakuje. Zdecydowanie czeka mnie poszukiwanie łakoci wśród miejscowych specjałów (jak na razie wypadają co najmniej średnio), albo dwumiesięczny słodyczowy detoks.
*No dobra, miałam jeszcze ostatniego batona z domu. Ale małego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s