Dzikie szlaki w Himalajach

Decydując się na wędrówkę w regionie Annapurny zaplanowałam trasę, która w trakcie uległa modyfikacji. W ten sposób zobaczyłam dwie strony Himalajów- jedną popularną i przepełnioną turystami z całego świata oraz drugą- dziką, miejscami dziewiczą i pozbawioną tak tłoku jak i wygód. To właśnie ta nowa, bo wyznaczona zaledwie przed trzema laty trasa zrobiła na mnie największe wrażenie i to od niej chcę zacząć opowieść o wędrówce pośród najwyższych szczytów świata.

IMG_3710

Madri Route- trasa wyznaczona w 2014 r. prowadząca do Base Campu Machhapuchhre położonego na wysokości 4 500 m. n.p.m.

Pierwszego dnia dotarliśmy na szlak późnym wieczorem. Noc spędziliśmy w miejscu hucznie nazwanym „hotelem”. Chociaż od głównej drogi dzieliły nas tylko dwie godziny marszu, a od wsi do której można dojechać busem jedynie dwa kwadranse i tak warunki były skromne, a ceny wygórowane. Piętrowy, krzywy budynek w całości wykonany z drewna. Szyby znajdowały się wyłącznie w miejscu służącym za stołówkę. W pozostałych częściach budynku okna osłaniały wyłącznie niekoniecznie szczelne okiennice.

W pokoikach stały po dwa łóżka. Śpiwór trzeba mieć swój. Jeśli chodzi o prysznic- lepiej brać szybko póki jeszcze starczy nagrzanej słońcem ciepłej wody. Wprawdzie łazienka (jedna na cały budynek) zaopatrzona była w piecyk elektryczny, ale szczerze odradzam korzystać z takich wynalazków. Zwłaszcza z dala od miasta. Dostatecznie często podczas  pracy w szpitalu pod Katmandu przychodziło Nam walczyć o życie pacjentów przywiezionych z poważnymi obrażeniami do których doszło w wyniku wybuchu takiego rodzaju piecyków. Lepiej też śpieszyć się z ładowaniem telefonów, aparatów czy innych sprzętów elektrycznych. Przerwy w dostawie prądu to tutaj chleb powszedni.  A i tak w tym miejscu to był jeszcze luksus. I nawet dostęp do internetu za dolara.

Trudne warunki dopiero czekały.

IMG_3661

Low Camp- przystanek w drodze na mój pierwszy czterotysięcznik. W tle szczyt Machhapuchhre.

Hardo wyruszyliśmy z samego rana. Przewodnik śmiał się, słysząc o moich zamiarach. Tutaj nie wędruje się jak po polskich Beskidach, czy Bieszczadach. W Himalajach już nie ma wygłupów, tylko zwraca się uwagę na przepiętrzenia. Teoretycznie- max. 500 metrów w górę w ciągu dnia. Ostatecznie przewodnik zgadzał się na dwukrotność z niewielkim hakiem, ale nie więcej. I w ten sposób po niewielkich pertraktacjach już drugiego dnia zmierzaliśmy w kierunku High Camp- obozu ulokowanego na wysokości 3,6 tys. m. npm.

IMG_3884

Nepalczyk poganiający stadko mułów. A na ich grzbietach juki wyładowane produktami potrzebnymi w schronisku.

Cały dzień marszu przez spowitą mgłą dżunglę. Permanentnie pod górę. Mgła staje się coraz gęstsza. A może to chmura? Widoczność wciąż się skraca. W końcu widzę już tylko najbliższą okolice. Nawet treki są zamazane, kiedy próbuję patrzeć pod nogi. Słychać jak pełne pary powietrze skrapla się na liściach drzew i spływa na ziemię. Tylko kap…kap.. Poza tym głucha cisza. Ale to nie deszcz. Na ten jeszcze przyjdzie pora. Dokładnie kiedy przekroczymy pułap 3 tys. metrów. To właśnie tam, na szczycie wzgórza złapała nas burza. Grzmoty zajęły miejsce ciszy. Wydawało się, że pioruny biją tuż nad głowami. Pół godziny pędziliśmy co sił do schroniska.

IMG_3715

Szlak Madri Route

 

Nocleg w High Campie położonym na wysokości 3,6 tys. m.n.p.m.. Brakuje wszystkiego. Chleba, mleka, nawet wody, którą można by wykorzystać w celach innych niż do picia. O prysznicu zapomnij. Z resztą i tak jest za zimno by ktoś miał szczególną ochotę na mroźne kąpiele. W jadalni po zmroku rozpalają płomień w piecu, wykonanym ze starej, metalowej beczki. Grzejemy się przy nim wszyscy nim przyjdzie pora udać się na spoczynek. Nagle wpada do izby któryś z Nepalczyków. „Widać góry!”- krzyczy. I wybiegamy za nim wszyscy, by w świetle gwiazd oglądać widoki jakie odsłoniły opadające chmury.

IMG_3767

Noc na High Camp- schronisko położone na wysokości 3,6 tys. m. npm.

Kolejnego dnia pobudka o piątej rano. Tylko wstając wraz ze wschodzącym słońcem zyskuje się tutaj szansę by wędrować pośród gór. Później wszystkie przysłaniają chmury. Pomimo przejmującego chłodu i gęstej mgły wyruszam z nadzieją, że nim zdobędę swój pierwszy w życiu czterotysięcznik ta zasłona opadnie i odsłoni zazdrośnie chronione skarby. Nie pomyliłam się.

IMG_3820.JPGIMG_3828.JPG

IMG_3854

IMG_3821.JPG

IMG_3862.JPG

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s